Dzisiaj, tak wyjątkowo, zapraszam do przeczytania mojego opowiadania, które zostało wyróżnione w świątecznym konkursie literackim organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Dąbrowie Górniczej.

W konkursie małym utrudnieniem był fakt, że w tekście musiały pojawić się wyrazy: audiobook, pompka, renifer, degrengolada, czapki z głów panowie.

Z wykrochmaloną koszulą pod pachą błądził po parkingu niczym we mgle. Nie mógł znaleźć samochodu! Nie było go zaledwie pół godziny, a jego auto pokryło się białym puchem. Miał w planach, aby jeszcze dzisiaj odwiedzić myjnie samoobsługową, a później zatankować do pełna. Nie przystoi w święta jeździć brudnym samochodem, a w dodatku na oparach.

Po chwili odnalazł na parkingu swoją pełnoletnią maszynę. Zmarzniętą dłonią nacisnął odpowiedni przycisk na pilocie. Po chwili przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył. Miał ochotę dokończyć słuchanie audiobooka, jednak tym razem zrezygnował z tej przyjemności − od myjni dzieliło go zaledwie 800 metrów. Gdyby dobrze rozbujał rękę, dorzuciłby w to miejsce kamieniem.

Na myjni oczywiście jak w ulu! Wszystkim ubzdurało się właśnie dzisiaj odkurzyć dywaniki, wyczyścić felgi albo nawoskować karoserię.  A może chodziło o to, aby wyrwać się w samo południe z domu i wykręcić od gotowania kompotu i lepienia uszek?

Kiedy cierpliwie odstał swoje, wrzucił jedynkę i ruszył na wyznaczone miejsce. Na  samą myśl, że  już za chwilę jego maszyna będzie błyszczeć, uśmiechnął się pod nosem. Nagle ni stąd ni zowąd przed maskę wyskoczył mężczyzna.

− Pan tu nie stał! − krzyknął.

− Ja tu stałem, to pan był za mną − odpowiedział spokojnie.

− Cmoknij mnie pan w pompkę! Ja teraz wjeżdżam!

− Nie rozumiem, co pan do mnie mówi, ale wydaje mi się, że mnie pan obraża.

− Żebyś pan wiedział, że obrażam! Niech pan nie udaje głupiego, stałem tym tico przed panem!

− Co za degrengolada i skrajne chamstwo! Przecież pytałem, kto jest ostatni!?! Miałem wjechać za srebrną astrą, więc wjeżdżam!

− Spieprzaj, pan! Teraz moja kolej, niech się pan cofnie.

− Nie ma mowy. Ja się śpieszę!

−  Dzisiaj to nawet Święty Mikołaj i jego renifer się śpieszy. Odjedź pan na bok tym autem, bo teraz ja!

−  Spadaj, gościu…

− Idź do diabła!

Tę słowną przepychankę przerwał nagle starszy mężczyzna. Odchrząknął i rzekł:

− Czapki z głów panowie! Perfekcyjnie potraficie taką pierdołą spieprzyć sobie święta!

 

Biblioteka miejska

(zdjęcie dzięki uprzejmości fot. Dariusza Nowak)