Do najnowszej powieści Ani Sakowicz mam szczególny sentyment. To właśnie podczas czerwcowej wizyty autorki na Śląsku i Zagłębiu zapadła decyzja w sprawie wydania książki pt. „Niedomówienia”.  Doskonale pamiętam, jak szykowałyśmy się na jej spotkanie autorskie w Katowicach, po którym Ania została zaproszona przez swojego wydawcę do restauracji Prezydent w Chorzowie. Z uwagi na fakt, że Ania zatrzymała się na kilka dni u mnie, to dzięki temu mogłam razem z nią uczestniczyć w kolacji i „ceremonii” podpisania umowy na „Niedomówienia”.

Książkę polecam, bo jest to po prostu dobra – zwariowana, odważna, dotykająca trudnych kwestii − obyczajówka. Polecam również dlatego, że główna bohaterka podobnie jak ja kocha książki – Janka prowadzi nawet swoją małą drukarnię. No i te wszechobecne cukierki! Podczas czytania, aż ręka świerzbi, żeby sięgnąć po coś słodkiego.

Dwa miesiące po premierze nie będzie wielkim spojlerem, jeśli napiszę, że w powieści natkniemy się na Honoratkę-wariatkę, na jeszcze większego wariata w postaci nawiedzonego, byłego chłopaka Janki, a także na wielką pasję drukarską głównej bohaterki. I co ciekawe, „Niedomówienia” to nie tylko literacka fikcja. W książce wplątana jest autentyczna przygoda księdza Antoniego Liedtkego, który w 1939 roku ocalił polski egzemplarz Biblii Gutenberga. Obecnie najbielszy z białych kruków można zobaczyć w Muzeum Diecezjalnym w Pelplinie.

Jedyne wątpliwości mam co do okładki. Jestem wzrokowcem i gdybym nie była serdeczną koleżanką Ani i natknęła się na „Niedomówienia” przypadkiem w księgarni, to raczej nie zaiskrzyłoby między nami. Okładka jest niby schludna, ale czegoś mi w niej po prostu brakuje.

W każdym razie książkę gorąco polecam! Jest teraz czas na robienie świątecznych prezentów, a dla miłośniczek literatury kobiecej ta pozycja to strzał w dziesiątkę. Dodam również, że „Niedomówienia” oprócz tego, że bawią, to przede wszystkim zmuszają czytelnika do refleksji i zadania sobie pytania: czy na pewno kroczymy dobrą drogą, czy jesteśmy szczęśliwi i czy chcielibyśmy coś w swoim życiu zmienić.

Na koniec chciałabym serdecznie podziękować Ani Sakowicz, że darzy mnie zaufaniem i zawsze przesyła mi drogą mailową nieoszlifowaną wersję swojej książki, a potem dba o to, aby w dniu premiery trafił do mnie poprawiony, wydrukowany i jeszcze ciepły jeden egzemplarz powieści. Aniu, jeszcze raz bardzo dziękuję! Życzę Ci dalszych sukcesów i przede wszystkim zdrowia (o którym tak często ostatnio rozmawiamy).

IMG_6842 - KopiaIMG_6848 - KopiaIMG_6854 - KopiaIMG_6856 - KopiaIMG_6850 - Kopia