U mnie za oknem pogoda iście jesienna, dlatego postanowiłam się „ogrzać”, wspominając wrześniowy tydzień, który spędziłam z Piotrem w Bułgarii.

Zatrzymaliśmy się w Sveti Vlas. W przeciwieństwie do pobliskiego  Słonecznego Brzegu jest to  bardzo kameralne miasteczko z pięknym portem, z krętymi drogami oraz morsko-górskim krajobrazem.

Tydzień upłynął więc na zachwytach, wygrzewaniu się, kosztowaniu lokalnych potraw (i trunków), czytaniu nowej powieści Mroza, a także zwiedzaniu okolic.

Stacjonując w Sveti Vlas, zdecydowanie warto pojechać (ok.180 km) na przylądek Kaliakra – przestrzeń wokół to wszechobecny błękit. Kiedy jest się  w tym miejscu, nie wiadomo, gdzie kończy się morze, a gdzie zaczyna niebo. Widoki są naprawdę nieziemskie. Stojąc nad urwiskiem, można poczuć się wolnym jak ptak.

Równie przyjemnie odpoczywaliśmy z Piotrem, spacerując po Nesabarze. Urokliwe, wąskie, zabytkowe uliczki zdają się nie mieć końca i szwendanie się nimi (nawet w upale) daje więcej radości niż leżenie na plaży.

Teraz powinien nastąpić wysyp wakacyjnych fotek, ale tak się w tym roku złożyło, że aparat zastąpiliśmy kamerą, więc jest tyle, ile jest.

IMG_6631IMG_6632IMG_6386IMG_6311 IMG_6581IMG_6460IMG_6499IMG_6439IMG_6615IMG_6731IMG_6745IMG_6681