Często i gęsto, to co nowe i anormalne na początku budzi zachwyt. W momencie, kiedy staje się szablonowe i „oklepane”, zaczyna drażnić. Właśnie takie skrajne emocje towarzyszą mi podczas słuchania najnowszej płyty „Paparanoja” olsztyńskiej kapeli.

Zanim napiszę o tym, co na płycie, dodam, że czterokrotnie słuchałam Eneja na żywo. Trzy razy były to bezpłatne koncerty pod chmurką, gdzie podchmielone tłumy nuciły pod nosem „Skrzydlate ręce”, a wszystkim chodziły bioderka. Niedawno wybrałam się na czwarty, biletowany koncert promujący „Paparanoję”. W klubie od razu rzuciła mi się w oczy słaba frekwencja. Wniosek? Olsztynianie w sezonie letnim robią tyle darmowych plenerów, że ludzie nie mają potrzeby ich słuchać, gdy trzeba za to zapłacić. Mało tego, sam zespół nie czuje się chyba najlepiej w zamkniętej przestrzeni. Dało się wyczuć, że małe pomieszczenie ich ogranicza.

Wrócę teraz do „Paparanoi”. Jest to już czwarty krążek w historii grupy.  Płyta zdecydowanie jest na bogato − zawiera aż 15 kawałków, które z pewnością staną się lada moment przebojami tygodnia, miesiąca, wiosny i lata. Niestety, jest coś na tym krążku, co nie pozwala mi go polubić, jak każdej poprzedniej płyty. Dlaczego?

Na „Paparanoji” nie wydarzyła się rewolucja. Świeżych pomysłów jest tyle, co kot napłakał. Co gorsze − płytę można przesłuchać tylko raz i nie ma się ochoty na więcej. „Replay” zarezerwowany jest dla zagorzałych fanów bądź masochistów.

Słabo krążek wypada również tekstowo. Teksty są proste i nieco tandetne, skierowane do przeciętnych słuchaczy. Przykładowym utworem do zabawy, a nie głębokich przemyśleń, jest piosenka tytułowa, w której słyszymy:

„Pararararaj. Ja radę sobie dam!

Niby nie mam nic, ale wszystko ja tu mam”.

Mimo tego można znaleźć w tym albumie ciekawe momenty. Warto zwrócić uwagę na utwór „Kamień z napisem LOVE” z ciekawą historią i przyjemną melodią. „Siedmiomilowa szansa”, „Nie chcę spać” oraz „Zbudujemy dom” to energiczne, pełne emocji piosenki, które oferują szeroką paletę brzmień i rytmów. Te utwory bez wątpienia wejdą do stałego repertuaru chłopaków na festynach rodzinnych i dożynkach. Ballady „Bilia Topoli” czy też „Sliozy Kamiani” nieco zwalniają tempo i wprowadzają w ukraiński błogostan.

Niemniej jednak „Paparanoja” nie trafia do mnie. Nie ma na niej utworów, do których chciałabym wracać.

IMG_2970e - KopiaIMG_2954e - Kopia

IMG_3051e - KopiaIMG_3049e - Kopia