Chcąc opisać miniony weekend na myśl przychodzą mi tylko dwa słowa – MEGA CZAD! I na tym mogłabym skończyć. Ale, żeby nie było…

W piątek do Dąbrowy zawitał kabaret Hrabi z dwugodzinnym programem „Tak, że o”. Nigdy wcześniej nie miałam przyjemności, widzieć tego kabaretu na żywo i normalnie jestem nim zachwycona!

Kabaret Hrabi to humor na najwyższym poziomie! W skeczach nie było tanich i oklepanych żartów, czy też nawiązań religijnych i politycznych. Satyrycy w swojej spontaniczności i naturalności byli po prostu fenomenalni. Na widowni dosłownie co chwilę wybuchały salwy śmiechu.

W dodatku kabareciarze posiadają genialną umiejętność obserwacji życia. Momentami miałam wrażenie, że artyści zamontowali mi podsłuch, bo rodzinne rozmowy (kłótnie także), wyglądają u mnie w domu dokładnie tak samo jak wyglądały na scenie.

Może jestem nieobiektywna (a może ślepa?), ale niedociągnięć doszukać się nie potrafię. Kabaret Hrabi od pierwszych minut występu wprowadził widza w wspaniały nastrój i nie miał problemu z nawiązaniem kontaktu z publiką.

Głęboki ukłon należy się Joannie Kołaczkowskiej za talent aktorski, muzykalność oraz autoironię. Przez cały występ patrzyłam na artystkę z zazdrością, bo sama chciałabym mieć w sobie tyle wigoru i charyzmy.

Czas w obecności kabaretu Hrabi upłynął przyjemnie i szybko. Satyrycy bisowali trzy razy, a cały program został nagrodzony gromkimi brawami. Po gigantycznej dawce dobrego (i inteligentnego) humoru publiczność niechętnie opuszczała salę, by wrócić do domów. Kabaret Hrabi wzorowo wywiązał się ze swojego zadania. Przesłał widowni masę pozytywnych fluidów i pozwolił podładować akumulatory.

Niestety nie mogę sobie darować, że zapomniałam zabrać na występ aparatu i jedynie, czym mogę się teraz pochwalić to biletem wstępu.

Hrabi