Dlaczego zawsze na tych pieprzonych wyprzedażach podoba mi się coś, co wcale posezonowe nie jest, a tym bardziej nie jest przecenione?! Biłam się ostatnio z myślami czy za ostatnie pieniądze kupić sobie nową, piękniutką, czerwoną koszulę czy może coś wreszcie odłożyć. Chyba nie muszę pisać, którą opcję wybrałam. Koszula wisiała w szafie i czekała na odpowiednią okazję. I trafiła się taka okazja dokładnie tydzień temu. Wychodziłam na spotkanie z panem Filipem omówić, jak ma wyglądać mój nowy tatuaż.
Wystroiłam się jak taka stylówa-paniówa, co mucha nie siada… Założyłam dżinsową spódnicę z suwakiem na tyłku, a na górę nową koszulę. Oczywiście do tego torebka, bransoletka, zegarek, standardzik.
W studiu u pana Filipa musiałam podciągnąć bluzkę do góry, żeby pokazać mu jaki tatuaż mam, a jaki chciałabym mieć. Niestety. Nidiridi. Koszula ani w górę ani w dół. No zarąbiście. Materiał wcięło w zamek. Nie miałam wyjścia, musiałam podciągnąć kieckę do góry, żeby cokolwiek zobaczył. Świetny początek znajomości. Nie ma to tamto. Zestresowałam się strasznie, a do domu wróciłam bordowa. Opowiedziałam Piotrkowi ze szczegółami całe zdarzenie, obróciłam się do niego tyłkiem i mówię, żeby uwolnił mnie i moją koszulę.
On coś tam szarpnął, pociągnął, poruszał i mówi, że się nie da. Kurwa, jak to się nie da? Musi się dać. Co ja mam zrobić? Jak to możliwe, że koszula tak niefortunnie się zakleszczyła?!
Piotrek dał mi wybór. Albo rozwala zamek albo rozwala koszulę. Ze stratą spódniczki byłam się w stanie pogodzić, ze stratą koszuli nigdy!
I czy ja już kiedyś nie wspominałam, że biednemu chleb zawsze masłem do ziemi? Po chwili koszula, w której byłam zaledwie 40 minut wyglądała tak:
Ze złości myślałam, że wybuchnę, a łzy leciały mi litrami. Zdjęłam koszulę i wyrzuciłam do kosza. Dopiero na drugi dzień wpadłam na pomysł, że podzielę się z Wami moim nieszczęściem. Wyjęłam koszulę z kosza, zrobiłam zdjęcie, wyrzuciłam z powrotem.
Piotrek natomiast zachował się jak na prawdziwego pocieszyciela przystało. Władował mnie do samochodu i zabrał do Silesii. Jeszcze tego samego dnia kupił mi drugą, taką samą koszulę.